Księgarnia religijna Izajasz

Razem czy osobno?

Razem czy osobno?

Do każdego zamówienia
GRATIS DO WYBORU!

Medalik św. Benedykta

Medalik św. Benedykta

lub

Rybka - naklejka na samochód

Naklejka na samochód

Razem czy osobno?

Dzisiejsza cena:
14,00

szt.

Więcej o książce „Razem czy osobno?”

Znakomita książka poruszająca temat wspólnego zamieszkania przed ślubem par żyjących w tak zwanych "wolnych związkach".

Nie jestem skończonym naiwniakiem. Zdaję sobie jako realista sprawę, że książki tej nie przeczytają najbardziej jej potrzebujący: czyli ci niefrasobliwie żyjący w wolnych związkach i nie podejmujący trudu refleksji nad własnym życiem i przyszłością.

Wierzę jednak, że sięgną po nią ludzie dobrej woli, którzy utwierdzą się w słusznych przekonaniach, znajdą nowe argumenty, by pomagać zagubionym. Czasem są to znajomi, koledzy, bliscy, a nawet rodzone dzieci. Książka szczególnie przydatna może być dla rodziców, wychowawców, katechetów i kapłanów zatroskanych o los wychowanków. Mogą z niej również skorzystać osoby, nie mające sprecyzowanych poglądów i wreszcie ci błądzący, lecz mający wątpliwości, którzy zachowali jeszcze zdolność zdroworozsądkowego myślenia. Książka jest napisana z pozycji osoby wierzącej, lecz z powodzeniem może z niej skorzystać każdy o otwartym umyśle, któremu obowiązująca poprawność polityczna nie odebrała zdolności krytycznego i logicznego myślenia.

Jacek Pulikowski


Jeszcze nikt nie wyraził swojej opinii. Bądź pierwszy i dodaj swoją opinie!

Dodaj opinię

Twoje imię

Twój email (tylko do mojej wiadomości)

Twoja ocena




Twoja opinia

Pobierz fragment Razem czy osobno? w PDF

Razem czy osobno?.PDF

1. Wspólne zamieszkanie przed ślubem ułatwia poznanie siebie nawzajem nie tylko od święta (krótki czas spotkań), ale też w codzienności.

Sprawa jest oczywista i niepodważalna. Będąc ze sobą przez wiele godzin dziennie poznamy się lepiej niż tylko w czasie odświętnych umówionych spotkań. Na takie odświętne spotkania jesteśmy specjalnie uszykowani, ubrani a nawet umyci i „wypachnieni”. Żyjąc pod jednym dachem oglądamy się we wszystkich sytuacjach codzienności, w których wyglądamy mniej korzystnie. Bywamy zmęczeni, zdenerwowani, źli czy po prostu chorzy. Tak więc, poznanie siebie przy wspólnym mieszkaniu jest dużo prawdziwsze i pełniejsze. Obejmuje ono całą codzienność i „conocność” a nie tylko sztuczną, odświętną stronę życia. Takie poznanie uchroni przed zawodem, jeżeli zdecydujemy się na ślub. Wiadomo powszechnie, że zawód po ślubie i pretensje o wcześniejsze granie i ukrywanie swego prawdziwego oblicza to zjawisko bardzo częste. Nie przeżyją tego niepowodzenia pary żyjące razem przed ślubem.
A kto powiedział, że para przygotowująca się do ślubu ma się spotykać tylko okazjonalnie? Mogą przebywać ze sobą całe dnie i widywać się nie tylko odświętnie. Mogą też poznawać siebie odwiedzając swoje rodziny. Co przy mieszkaniu razem, na które nie ma zgody rodziców, jest niemożliwe, a przynajmniej bardzo utrudnione. Tymczasem poznanie prawdziwe rodziny przyszłego współmałżonka jest kopalnią wiedzy o nim samym. Bez tej wiedzy poznanie jest tragicznie niepełne i często brak ten bardzo źle wpływa na przyszłe małżeństwo. Ponadto można świadomie planować wchodzenie w sytuacje trudne, w których wychodzi z człowieka wszystko, co próbuje nieuczciwie ukryć. Osobiście często proponuję wierzącym narzeczonym uczestnictwo w pieszej, najlepiej kilkuset kilometrowej pielgrzymce na Jasną Górę. Tu wyjdzie szydło z worka... Zobaczą siebie jak reagują, gdy są śmiertelnie zmęczeni, bez możliwości umycia się w ciepłej wodzie, głodni, przemoczeni do suchej nitki. Jaka jest prawdziwie ich religijność...Takich okazji może nie stworzyć nawet długie zamieszkiwanie w luksusowym, wygodnym mieszkaniu z dobrze zaopatrzoną lodówką. Jakoś nigdy nie słyszałem, by para żyjąca na kocią łapę wybrała się na pieszą pielgrzymkę. Może jednak coś w tym jest...? Tak więc, zamieszkanie wspólne wcale nie gwarantuje pełni poznania i nie do końca chroni przed zawodem po ślubie. Jednak, przede wszystkim wspólne mieszkanie (zgodnie z pierwotnym założeniem „próby”) nader często nie kończy się ślubem i pozostawia dwoje poranionych ludzi mających obiektywnie mniejsze szanse na udane małżeństwo. Jest w tym jakaś niesprawiedliwość, bo dotyczy w znacznie większym stopniu kobiety niż mężczyzny. (Choćby ze względu na optymalny wiek rodzenia dzieci, lecz nie tylko to.) Jakoś nie spotkałem osoby, która by z kosza jabłek wybierała do zjedzenia to, które ... już zostało nadgryzione przez kogoś innego. Jeżeli chodzi o pełnię poznania to znanym faktem jest, że silna fascynacja pobudzeniami seksualnymi zagłusza chęć poznania złych stron partnera. Wszystkie złe cechy partnera i ostrzeżenia otoczenia są negowane i spychane do podświadomości bo... nie pasują do bajki, do przeżywanej sielanki. Niestety wychodzą z niej ze zdwojoną siłą w chwili pojawienia się pierwszych poważnych trudności i owocują najczęściej rozpadem związku. Tak więc, poznanie po uruchomieniu aktywności seksualnej jest poznaniem przez różowe okulary. Nie jest poznaniem w prawdzie i prowadzi do poważnych zawodów i obustronnych oskarżeń o udawanie, granie, ukrywanie wreszcie o oszustwo z premedytacją.
Co do poznania „conocnego” to omówię je później w bardziej „seksualnym” punkcie. Teraz tylko zauważmy, że: Poznanie się przez wspólne spanie jest dość wątpliwe. Po pierwsze, kiedy naprawdę śpią to się nie poznają. Po drugie, jeżeli są w łóżku i nie śpią, to zapewne co najmniej pobudzają się seksualnie. Stan taki każe nakładać różowe okulary i w gruncie rzeczy utrudnia poznanie w prawdzie!

 

 

2. Wspólne zamieszkanie przed ślubem umożliwia sprawdzenie seksualne i uchroni przed zawodem po ślubie.


 Pozwala sprawdzić czy pasujemy do siebie, jakie są nasze preferencje seksualne. Umożliwia poznanie czy mamy jakieś pruderyjne zahamowania przed nowoczesnymi technikami i sposobami stymulacji pobudzenia. Chroni więc, przed rozpadem związku na skutek niedopasowania seksualnego, tak dzisiaj przecież częstego. Czyli w efekcie chroni przed rozwodami. Współżycie przed ślubem wnosi (obcy małżeństwom) element fascynacji, że nasza miłość łamie wszystkie bariery, jest ponad wszystkie ograniczenia. Silniejsza od zakazów obyczajowych, moralnych czy religijnych. Jest ponad wszystko.
Powyższych wniosków, mimo że pozornie wydają się logiczne nie potwierdza życiowe doświadczenie. Po pierwsze związki nieformalne rozpadają się w rzeczywistości wielokrotnie częściej i szybciej niż oficjalnie zawarte małżeństwa. Nie ma w tym niczego dziwnego, bo właśnie możliwość łatwego rozejścia leży u ideologicznych podstaw związku nieformalnego. Natomiast ciekawe jest, że te wspólnie zamieszkujące pary, które po czasie przekształcają się w oficjalne małżeństwa też rozwodzą się znacznie częściej niż te, które nie mieszkały razem przed ślubem. Myślę, że u podstaw tego zjawiska leżą między innymi rany spowodowane rozwiązłością seksualną par współżyjących bez ślubu. Osobiście po ponad trzydziestu latach pracy z małżeństwami w złej kondycji (by nie powiedzieć rozpadającymi się) mogę zaświadczyć, że praktycznie nie spotyka się sytuacji rozwodowych u par, w których oboje doszli w sposób czysty do ślubu. Wiem z doświadczenia (setek par i własnego), że czystość (a nie współżycie pod pretekstem dopasowania się) jest najlepszym gwarantem wierności i trwałości małżeństwa.
Mówienie o poznaniu preferencji seksualnych i o zahamowaniach, jako przeszkodach zdradza nieumiejętnie ukrytą tęsknotę do perwersji seksualnych, a w każdym razie wypaczonym patrzeniu na seksualność małżeńską. Naturalna wstydliwość znikająca stopniowo dopiero w małżeństwie i tylko wobec współmałżonka jest wielkim sprzymierzeńcem udanego współżycia małżeńskiego i wierności małżeńskiej. Natomiast bezwstyd i praktyka cudzołóstwa przed ślubem nie tylko otwiera wrota do zdrad, ale też istotnie niszczy intymność małżeńską wypaczając ją jeszcze przed ślubem. Ponadto przedślubne doświadczenia seksualne niszczą osoby i ich więzi pozostawiając trwałe ślady (patrz: prawo pierwszych połączeń, dominacji, znużenia, torowania psychicznego, blokady rozwoju mężczyzny). Podsumowując, współżycie przedślubne niczego nie sprawdza poza zdolnością do... cudzołóstwa i zamiast „dopasowywać” niszczy przyszłe współżycie małżeńskie.
Co do fascynacji miłością łamiącą bariery i zakazy, to po ślubie owocuje ona nierzadko fascynacją seksem pozamałżeńskim i nawykowymi zdradami. (To ostatnie stwierdzenie nie jest skutkiem pobożnego myślenia, lecz wynika z praktyki, z życia widzianego przez pryzmat poradni dla małżeństw.)

Jacek Pulikowski

Jacek Pulikowski

Książki Jacka Pulikowskiego cieszą się od wielu lat nieprzerwanym powodzeniem. Mąż, ojciec trojga dzieci, wykładowca na Politechnice Poznańskiej. Od ponad dwudziestu lat jest zaangażowany w działalność Duszpasterstwa Rodzin. Prowadzi zajęcia na Studium Rodziny przy Wydziale Teologii UAM w Poznaniu oraz liczne kursy dla nauczycieli. Swoją wiedzą i doświadczeniem służy wielu małżeństwom w kryzysie, ale także przygotowuje młodych do odpowiedzialnego podjęcia powołania małżeńskiego i rodzicielskiego.

Inne książki tego autora

stron: 128
format: 11,5 x 18
oprawa: miękka
ISBN: 9788372569486

Prawo Murphy'ego mówi, że sprawy pozostawione samym sobie mają tendencję, aby zamieniać się ze złych na jeszcze gorsze.

Dlatego nie zwlekaj! Zainwestuj w dobrą książkę lub płytę i wykorzystaj zawarte w niej treści, a pchniesz swoje życie do przodu. Przejmij ster i kieruj swoje życie w dobrą stronę!

Razem czy osobno?

Sprawdź opinie innych kupujących!

Czy możesz zaufać naszej jakości? Możesz! Jestem o tym przekonany. Ale chcę, abyś i Ty był o tym przekonany.

Przeczytaj komentarze tych, którzy zostali naszymi Klientami. Zobacz opinie »

Radek Rudziński - właściciel księgarni religijnej Izajasz Radek Rudziński
właściciel

© 2009 - 2018 Księgarnia religijna Izajasz
ul. Rydza Śmigłego 62/82, 65-610 Zielona Góra