Księgarnia religijna Izajasz

Moja droga do domu Ojca

Moja droga do domu Ojca

Ingrid Trobisch

Moja droga do domu Ojca


ISBN: 978-83-7256-923-3
stron: 230
oprawa: miękka
format: 13,5 x 19,5

cena: 19,50 zł

Kup książkę w księgarni Izajasz

To ostatnia książka będąca autobiografią Ingrid Trobisch. Do jej opowieści o dzieciństwie, młodości, czasie dojrzewania, miłości, małżeństwie oraz pracy i wychowywaniu dzieci włącza się córka – Katrine Stewart.
O odwadze i ufności Ingrid w czasie jej zmagania się z chorobą piszą jej polscy przyjaciele Mariola i Piotr Wołochowiczowie.
Książka opowiada o najważniejszej drodze odbywanej przez człowieka – o jego drodze do Wieczności. Jest jednocześnie pamiętnikiem i głęboką refleksją nad tym, co w naszym życiu jest najważniejsze w perspektywie śmiertelnej choroby. Pozycja ta jest dokumentem na temat życia i działalności Ingrid Trobisch, która nie tylko słowem, ale całym życiem głosiła Ewangelię.

Nota Wydawcy

„Moja Droga do Domu Ojca” to historia życia i powołania INGRID TROBISCH-YOUNGDALE (1926-2007). Wraz z mężem Walterem Trobischem przez wiele lat pracowali misyjnie w Afryce, Europie, USA i innych rejonach świata. Razem założyli międzynarodową ponadwyznaniową organizację doradców małżeńskich FAMILY LIFE MISSION (polska część FLM to Fundacja MISJA SŁUŻBY RODZINIE). Swoją działalnością upowszechniali szczególnie czystość przedmałżeńską oraz osiągnięcia medyczne w dziedzinie Naturalnego Planowania Rodziny. Ingrid Trobisch jest autorką wielu książek, m.in.: „Kobieta silna”, „Ucząc się żyć po utracie ukochanej osoby”, „Łatwiej się starzeć, ale trudniej dojrzewać”, „Moja żona nie jest zainteresowana seksem”.
Książka wzbogacona jest licznymi zdjęciami oraz ciepłymi wspomnieniami Marioli i Piotra Wołochowiczów, polskich współpracowników Ingrid – którzy kierują Misją Służby Rodzinie.

A może zainteresują Cię także te książki?

Fragment książki

Walter mówił to z głębi serca. Jako 18-latek został wcielony do armii Hitlera i kilkakrotnie ranny na froncie. W czasie wojny stracił jedyną siostrę. W losach swojego kraju upatrywał znaku ostrzegawczego dla narodów świata. Kiedy mówił, rozbrajał mnie swoim spokojem i głębią przekonań. Przy nim poczułam, że moja wiara stała się nazbyt prosta i pełna samozadowolenia.
Wówczas nie wiedziałam, że był obecny na moim nabożeństwie posłania na misję, stał w tyle kościoła. Po nabożeństwie napisał w swoim dzienniku:
Niedziela 23 stycznia 1949:
Posprzątałem pokój. Poszedłem do Pierwszego Kościoła Luterańskiego na nabożeństwo posłania Miss Hult. Ma 22 lata. Zdecydowana i oddana sprawie, gotowa do walki, a mimo to w każdym calu kobieca. Taką osobę poślubiłbym bez chwili wahania.

Potem zapomniał, że kiedykolwiek to napisał. Dopiero ponad 40 lat później, długo po śmierci Waltera, przeglądając jego dzienniki, odkryłam zapisek zrobiony tamtego wieczoru przez niemieckiego studenta.

 “Świat jest księgą
Kto pozostaje w domu,
przeczytał tylko jedną jej kartę”
Św. Augustyn


Paryż rzeczywiście był nową kartą w moim życiu. Znalazłam idealny pokoik niedaleko Ogrodu Luksemburskiego. Z moją gospodynią, lekarką, szybko się zaprzyjaźniłyśmy. To dzięki madame Tisserand nauczyłam się cenić francuski sposób myślenia, przywiązujący dużą wagę do jasności i precyzji. Ktoś kiedyś napisał, że to czego nie da się łatwo zrozumieć z pewnością nie jest francuskie.
Mój pokoik, dawna służbówka, mieścił się pod samym dachem, na tak zwanej mansardzie, i był raczej zimny. Miałam co prawda mały elektryczny piecyk, ale ilekroć włączałam go do kontaktu, wyskakiwały korki, więc przed chłodem musiałam się chronić, nakładając na siebie kilka warstw ubrań. Opisałam tę sytuacją w liście do mojej siostry Marty:
Szkoda, że nie możesz zobaczyć mojego ślicznego pokoiku. Ledwie można się w nim obrócić, ale jest wygodny, z małą kanapą, która służy mi za łóżko i biurko. Wiszące powyżej półki zastawiłam podręcznikami do nauki francuskiego i zdjęciami rodziny. Mieszkam na siódmym piętrze, a okno mojego pokoju wychodzi na południe, więc przy ładnej pogodzie, zawsze zagląda tu słońce. O tej porze roku nie ma go jednak zbyt wiele.
Z kawiarni na dole rozchodzi się zapach palonej cykorii. Francuzi dodają jej do kawy. Na moim stoliku stoi drewniany rzeźbiony krzyż taty, prezent od jednego z afrykańskich wodzów. Pamiętam, że zawsze miał go na swoim biurku.
Mam nadzieję, że dostałaś już małą paczkę, którą wysłałam jakieś trzy tygodnie temu. Dziwisz się pewnie, po co przysyłam ci stalowe podpórki do książek. Proszę cię wyświadcz mi przysługę i zanieś je z powrotem do szkolnej biblioteki, skąd pochodzą. Wypożyczyłam je sześć lat temu i do tej pory miałam u siebie. Kiedy badałam swoje sumienie i zadawałam sobie pytanie, czy wszystko, co posiadam rzeczywiście należy do mnie, jedyne co przyszło mi na myśl, to właśnie te podpórki. Załączam liścik do bibliotekarki. Wielkie dzięki, siostrzyczko.

Pilnie uczęszczałam na lekcje francuskiego do Alliance Française i na Sorbonę. Po roku otrzymałam zarówno Diplôme Moyen, jak i Diplôme Supérieur. Potrzebowałam jeszcze jednego certyfikatu, by móc nauczać języka francuskiego we wszystkich krajach świata poza Francją. Pewnego, jak zwykle wypełnionego obowiązkami dnia, dostałam list od młodego Niemca, którego rok wcześniej spotkałam przelotnie w Stanach.

Walter Trobisch, wówczas pastor młodzieżowy w Ludwigshafen, w Niemczech, zapraszał mnie, bym przyjechała i opowiedziała młodzieży o swoim powołaniu, by zostać misjonarką. Nie namyślając się wiele, odrzuciłam zaproszenie. Lista spraw, które musiałam załatwić przed wyjazdem do Afryki była stanowczo zbyt długa, by móc na niej umieścić podróż do Niemiec.
Jednakże kilka dni później nauczyciel geografii zakomunikował, że z okazji Tłustego Czwartku wybiera się na tygodniowy urlop. Co miałam zrobić z taką ilością wolnego czasu? Spojrzałam na mapę Francji i stwierdziłam, że Ludwigshafen leży niedaleko francusko-niemieckiej granicy. A może by jednak pojechać? Napisałam do młodego pastora i poinformowałam go, że przyjmuję zaproszenie, o ile wciąż jest ono aktualne. Dwa dni później otrzymałam telegram z jednym tylko słowem: „Willkommen!”

Czułam się dziwnie, wysiadając z paryskiego pociągu w szarym, przemysłowym Ludwigshafen. Zadawałam sobie pytanie: “Co ja tu robię? Co powiedziałaby na to moja matka?” Ale stało się. Walter Trobisch czekał na mnie ubrany w kombinezon motocyklowy chroniący go zarówno przed wiatrem, jak i deszczem. Przyszło mi na myśl, że nie wygląda w nim zbyt korzystnie.
 „Śpieszę się na spotkanie z młodzieżą”– powiedział swobodnie. „Mój przyjaciel zabierze cię do domu starszego pastora, gdzie się przenocujesz”. To dość nonszalanckie przyjęcie nie ociepliło moich uczuć względem Waltera. „Co ja tu robię?”– myślałam, gdy jego przyjaciel wiózł mnie autobusem do domu pastora Kreiselmaier'a.
 Jednak gdy tylko przekroczyłam próg, poczułam się lepiej. Pani Kreiselmaier była miła i przyjęła mnie jak córkę. Od razu poczułam się jak w domu, bo jako osobie o amerykańsko-szwedzkich korzeniach, bliższy mi był tutejszy styl życia niż atmosfera paryskich kawiarni. Pastorowa otwarcie powiedziała mi, że militarny wygląd mojego amerykańskiego płaszcza pochodzącego z wyprzedaży wojskowych nadwyżek, mógł robić niekorzystne wrażenie na ludziach, z którymi miałam się spotkać. Na czas pobytu w Niemczech uprzejmie zaoferowała mi swój najlepszy czarny płaszcz.
 Nie widziałam Waltera Trobischa do następnego popołudnia, kiedy zaprosił mnie do swojego jednopokojowego mieszkania i przedstawił plan wieczornego spotkania z młodzieżą. Każde z nas miało opowiedzieć historię swojego życia, a Walter miał być moim tłumaczem. Sala była po brzegi wypełniona młodymi ludźmi, którzy słuchali zachłannie. W pewnej chwili poczułam Boże błogosławieństwo nad naszą wspólną pracą. Do tej pory nasze rozmowy były raczej formalne i bezosobowe, teraz zaś wyglądało tak, jakbyśmy się poznawali za pośrednictwem audytorium.
 Po spotkaniu Walter spytał, czy nie będę się bała wybrać z nim na przejażdżkę motocyklem następnego dnia. Udałam odważną i powiedziałam, że chętnie pojadę, chociaż w rzeczywistości nigdy wcześniej nie jechałam na motorze, zwłaszcza w lutym, gdy było zimno i mokro.
 „Dobrze – powiedział – w takim razie pokażę ci, jak pracuje nasza Volksmission (Misja wśród ludności wiejskiej), ale oznacza to prawie 90-kilometrową podróż na tylnym siodełku motocykla. Czy jesteś na to gotowa?”

Prawo Murphy'ego mówi, że sprawy pozostawione samym sobie mają tendencję, aby zamieniać się ze złych na jeszcze gorsze.

Dlatego nie zwlekaj! Zainwestuj w dobrą książkę i wykorzystaj zawartą w niej wiedzę, a pchniesz swoje życie do przodu. Przejmij ster i kieruj swoje życie w dobrą stronę!

Moja droga do domu Ojca Do koszyka

Twój koszyk

Ilość tytułów: 6 
Ilość książek: 6 
Wartość: 107,37 zł
Przesyłka: 15,00 zł
Do zapłaty: 122,37 zł

Zobacz koszyk
Przejdź do kasy

Kiedy zakupy w internecie są bezpieczne?

Niskie koszty wysyłki!

1 sztuka6,50 zł
2 sztuki7,50 zł
3 - 4 sztuki11,00 zł
5 - 9 sztuk15,00 zł
10 - 20 sztuk17,00 zł

Newsletter

Mój profil na Naszej Klasie :)

Księgarnia religijna Izajasz

Uczciwie trzeba powiedzieć, że Księgarnia Izajasz nie jest (na razie) jedną z największych internetowych księgarni religijnych, dlatego musimy starać się bardziej!

To, do czego osobiście przykładam największą wagę to niskie koszty wysyłki i wysoka jakość obsługi.

Jest dla mnie ważne, abyś nie płacił wysokich kosztów przesyłki ale jednocześnie, aby Twoje książki były idealnie zabezpieczone i zapakowane.

Niskie koszty przesyłki

Chcesz wiedzieć co się dzieje z Twoimi książki po tym jak już złożysz zamówienie?

Jeszcze tego samego dnia zabezpieczam je papierem i pakuję do koperty powietrznej (z bąbelkami) dla wiekszego bezpieczeństwa.

Do każdej przesyłki dołączam mały drobiazg od firmy Ornavimus, sprzedającej naklejki ścienne.

Staram się wszystkie przesyłki wysyłać w tym samym (lub następnym) dniu, w którym złożyłeś i opłaciłeś zamówienie.

Sprawdź opinie innych kupujących!

Czy możesz zaufać naszej jakości? Możesz! Jestem o tym przekonany. Ale chcę, abyś i Ty był o tym przekonany.

Przeczytaj komentarze tych, którzy zostali naszymi Klientami. Zobacz opinie »

Radek Rudziński - właściciel księgarni religijnej Izajasz Radek Rudziński
właściciel

tworzenie stron internetowych | Zielona Góra | Święta nakazane | Parafia | naklejki na ścianę | Czytania na dziś | Kolektory słoneczne Zielona Góra

Projekt i wykonanie brodex.pl